Zaufanie+

Polityk opozycji został kilka dni temu aresztowany na mocy decyzji sądu. W kraju, w którym obowiązuje pewność procedur prawnych i w którym niekwestionowana jest jego istota jako przestrzeni państwa prawa, aresztowanie prominentnego polityka opozycyjnego byłoby oceniane jako fakt prawny, oparty na rzetelnych dowodach. W sytuacji gdy Polska jest pozbawiona realnie działających instytucji regulacyjnych w tej sferze, które byłyby niezależne od władzy, wątpliwości co do meritum sprawy i jej postrzeganie jako faktu politycznego jest nieuniknione.

W tej sprawie widzimy jak w soczewce, jaką katastrofą może być rozregulowanie mechanizmów demokratycznych i brak instancji kontrolnych. Ale przede wszystkim brakuje podstawy ładu demokratycznego, jakim jest zaufanie w relacjach państwo – społeczeństwo obywatelskie.

Społeczeństwo obywatelskie, aby funkcjonować sprawnie w przestrzeni państwowej, potrzebuje jak tlenu zaufania do organów państwa i pewności co do tego, że będą one bezstronnie stać na straży państwa prawa i chronić obywateli przed arbitralnością władzy. To zaufanie upada, gdy społeczeństwo widzi, że państwo dokonuje spektakularnego zabójstwa tej pewności, wpisując tę arbitralność w bezprecedensowy sposób w nowy porządek ograniczonej praworządności.

Wiele mądrych osób, specjalistów, przestrzegało przed takim rozwojem wypadków. No cóż, mleko się rozlało… A uwagi jednego z posłów do Parlamentu Europejskiego, mówiącego o „wrzasku opozycji podnoszonym na całą Europę”, pokazują tylko głęboką pogardę i dla opozycji, i dla państwa prawa, i dla demokracji, a przede wszystkim dla ludzi. Opozycja to także wybrani przez obywateli posłowie. Pogarda dla polityków opozycji to pogarda także dla ich wyborców.

Ludzie nie oczekują aresztów wydobywczych czy programu Cela+, jakkolwiek władza może sobie to wyobrażać. Ludzie oczekują przewidywalności zachowań ze strony państwa i szacunku. W momencie gdy ludzie, nawet ci, których możemy nie lubić, zaczynają być represjonowani, pojawia się naturalny społeczny lęk przed wszechmocą władzy.

Lęk ten sam z siebie jest destrukcyjny dla wspólnoty obywatelskiej. Powoduje, że obywatele wycofują się ze sfery publicznej do swoich prywatnych „kryjówek”, jak to trafnie kiedyś nazwał ks. Józef Tischner. Jakkolwiek taka „depolityzacja” może być pożądana przez władzę w krótkim okresie, to długofalowo jest to szkodliwe także dla samej władzy. Bo po okresie wycofania się może nastąpić gwałtowna mobilizacja jej przeciwników. Każda władza musi więc uważać, aby nie przegapić tego subtelnego momentu, gdy załamuje się jej legitymizacja wskutek odejścia od reguł państwa prawa na rzecz przekonania, że „możemy wszystko”. Bo demokracja da szybko odczuć, że jest to przekonanie bezpodstawne.